wtorek, 24 czerwca 2014

60. "...i wszystkie moje tajemnice, o tym mieście, co to widać je w tle - jak bardzo go NIENAWIDZĘ!"

Witajcie. Miałam być z powrotem, ale nie wyszło. Do egzaminu miałam tydzień, więc zamiast się lenić postanowiłam wziąć się za to od razu. To już w końcu ten ostatni, najostatniejszy w tym roku akademickim. Trochę pocierpię, ale za to, jak przyjdą wyniki, to będę zadowolona - mam nadzieję. Tak więc nie znalazłam czasu na tę cholerną systematyczność w blogowaniu. A tak bardzo chciałam... Chciałam coś pisać, tyle, że na chceniu się kończyło. Potrafiłam ostatnimi czasy skleić ledwo 3 zdania i ... koniec, cisza, pustka. Bo o czym mam pisać? O ubezpieczeniach? Sprawozdawczości finansowej czy analizie ekonomiczno-finansowej? Bez sensu, prawda? W dodatku czas mnie ZNÓW pogania.
Jakoś nie mam weny na naukę, na nic nie mam weny. Zaczynam pisać tego posta chyba czwarty raz i znów wszystko kasuję... Aż dziś, rozejrzałam się po pokoju i zaczęłam w głowie budować zdania, które miałby by rację bytu na blogu. Co tam egzamin! Mam wenę, mogę pisać! - już mi lepiej.
Mój brak weny stał się tematem dzisiejszego posta, a raczej jego przyczyna - domniemana przeze mnie. A dokładniej - spokój. Otóż to, siedzę sobie w swoim domku. Ogarnia mnie cisza, cały chaos zostawiłam w mieście. Tu jest mi dobrze, zero zmartwień, zero konfliktów i irytujących ludzi - skutek: nie mam o czym pisać. Nie ma problemu - nie mam czego rozważać. Nic mi nie mąci myśli, po prostu.
Tym samym uświadomiłam sobie, ile dzieje się w moim życiu, gdy jestem tam - w mieście. Każdego dnia mijam na ulicach setki ludzi, łapię ich spojrzenia, obserwuję reakcje, zastanawiam się przez moment - dokąd się spieszą? Jakiej muzyki właśnie słuchają? Kim są? A po chwili idę już dalej, nie pamiętając nawet ich twarzy. Zachodzę na uczelnię - tam spotykam ludzi, o których istnieniu jeszcze dwa lata temu nie miałam pojęcia. Kilka osób jest mi na prawdę bliskich, część z nich polubiłam od razu, a niektórych - znienawidziłam. Dziś - chcąc nie chcąc - są oni wszyscy częścią mojego życia i przyczyniają się do powstawania codziennego zamieszania. Zamieszania od którego odcinam się, zjeżdżając do domu. Izoluję się przez całe trzy miesiące, a potem wracam... stęskniona za tym chaosem, którego w czerwcu nie mogę znieść i przed którym uciekam. Wniosek? Nie lubię mieć życia poukładanego. Zwyczajnie mnie to nudzi, jednak gdy chaos zaczyna przejmować kontrolę - mówię stop, odcinam się, po to, bo znów się znudzić i ponownie zatęsknić. Taka dziwna logika - jak mi kolega ostatnio powiedział "babska logika - brak logiki" (w sumie powinien dostać w łeb za to :P )
Na koniec jeszcze odniosę się do tytułu. To nie jest tak, że nienawidzę tego miasta. Nie. To miasto pokazało mi życie, jakiego nie znałam. Pokazało mi ludzi wszelkiego pokroju - każdego dnia mijam snobów w garniturkach i biedaków żebrających na chodnikach. Mijam ludzi smutnych - wystylizowanych na EMO i tryskających radością, którzy aż przesadzają z ilością barw. A w tym wszystkim, gdzieś wmieszana w tłum jestem ja. (swoją drogą - ciekawe jak inni postrzegają moją osobę)
Tak więc nie mogę nienawidzić tego miasta, a jednak są chwile, że mam go dość. Jednak nie przez to, że jest złe czy zepsute, ale przez ludzi. Nieraz chciałabym gdzieś uciec, ale... Nie mam gdzie. Nie znam tu jeszcze tysiąca miejsc, ani nie ma tu ze mną kogoś, kto na moje CHODŹ, zerwie się z mieszkania i pójdzie ze mną gdziekolwiek - przed siebie. A ja czasem tak muszę, wyjść i iść gdziekolwiek, byleby nie siedzieć w domu. Chyba to jest jedynym minusem - mimo ogromu miasta, nie zawsze mam się gdzie podziać. Fakt, tutaj też chyba wyprawiałam najgłupsze rzeczy w życiu, ale... niczego nie żałuję. Co przeżyłam, to moje, a póki jestem młoda - chcę przeżyć jak najwięcej.
źródło: tumbrl
Wolicie spokój i poukładane życie czy raczej lubicie, gdy los robi Wam niespodzianki i zaskakuje co jakiś czas? A może ktoś tak jak ja - lubi ten cały chaos, ale do pewnego momentu?
Nie wiem kiedy znów napiszę, ale napiszę na pewno, bo gdy tego nie robię, mam ogromne wyrzuty sumienia. Także spodziewajcie się mnie... kiedyś i trzymajcie kciuki w czwartek - ostatni, najważniejszy egzamin!

30 komentarzy:

  1. Ja lubię spokój ale jak się w spokoju coś dzieje :) Nienawidzę za to jak dzieje się źle i jest chaos, niepewność ogromna.... Nie wiem co wtedy robić.
    U mnie za to wszelka wena odeszła bo... Jestem szczęśliwa. Jak byłam smutna, nieszczęśliwa to i wiersze były piękne, rysunki wychodziły a teraz? Nic :P
    Trzymam kciuki, ja mam poprawę w środę :P I jeszcze caaały weekend :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie lubi, gdy dzieje się źle.
      Dziękuję.
      To pewnie już po poprawie jesteś, ale trzymam kciuki za weekendowe egzaminy! :)

      Usuń
  2. Z egzaminem na pewno sobie poradzisz:)
    Też nieraz tak wędruję po ulicach, zastanawiam się nad ludźmi..czasem nawet "dolepiam" im różne historie, czasem szukam w nich czegoś wyjątkowego, bajkowego, zapominając, że każdy coś takiego w sobie ma:)
    Wiesz, tak naprawdę nie można uciec..bo nigdy nie ucieknie się od samego siebie, siebie zabierasz wszędzie. A często to od tego chcielibyśmy odejść. Ale no..tak się nie da, po prostu. Swoje miejsce trzeba cóż, znaleźć chyba w sobie.

    I to jest trochę trudne pytanie, bo można pojmować je w dwójnasób. Widzisz, ja na przykład lubię ruch, lubię jak coś się dzieje, poznawanie ludzi...ale lubię spokój w sobie, tą bezpieczną, ciepłą pewną wyspę. Więc zależy, jak to rozumieć:)
    A kciuki oczywiście trzymam XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak myślisz i dziękuję. :)
      Też dolepiam ludziom właśnie takie łatki! Właśnie niedawno uświadomiłam sobie, że mi też ktoś może taką łatkę dolepić i naszło mnie pytanie - JAKĄ?
      Ach, a Ty znów z tym swoim filozoficznym podejściem. :D No fakt sama od siebie nie ucieknę, może nieraz chciałabym, ale mam wrażenie, że przez tę ucieczkę może zgubić te wszystkie złe emocje, można po prostu ochłonąć, co też przynosi ulgę.

      Usuń
  3. Ja lubię chaos, ale do pewnego momentu ;) później potrzebuję ciszy, która w pewnym momencie zaczyna uwierać i znów potrzebuję wrażeń. Tak więc dość podobnie jak u Ciebie. Powodzenia na egzaminie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam bardzo często taki zastój, że nic sensownego nie potrafię napisać i nie cierpię tego uczucia.

    Ja dokładnie jak Ty lubię chaos, jak coś się dzieje itd, ale do momentu aż nie zaczyna się to wymykać z pod kontroli, bo wtedy zaczynam się stresować i na nic nie starcza mi czasu, a to wiąże się z zaniedbywanie obowiązków itd.

    Fajnie, że napisałaś ten post, bo jakoś tak czekałam aż znowu coś napiszesz. Mówię bardzo poważnie :) Pozdrawiam ;*

    http://poburzywyjdzieslonce.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło z tego powodu, że ktoś czeka na moje posty ;*

      Usuń
  5. Każdy z nas lubi zupełnie co innego, choć często sam nie potrafi tego zdefiniować. Nie da się dogodzić ani wszystkim na raz, ani każdemu osobno. Takie życie, Kochana :)
    Powodzenia na egzaminie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje życie to jeden wielki chaos, bez względu na to czy jestem na ulicy, na uczelni czy w domu. Ale myślę, że gdyby ktoś zamknął mnie w pokoju na tydzień w bezwględnej ciszy to chyba bym zwariowała :). Co do ludzi, uważam, że są jakąś tam częścią mojego życia czy tego chcę czy nie. Chociaż mam ochotę niektóre osobniki związać, zabetonować im nogi i wrzucić do Wisły - to mimo wszystko bez nich moje życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, także oni w jakimś tam stopniu przyczyniają się do tworzenia mojej historii. Jak mam ochotę zrobić coś głupiego, co może mnie ośmieszyć w oczach innych - zawsze sobie powtarzam "miej w d*pie tych ludzi, nigdy więcej ich nie zobaczysz na oczy". Ale wcześniej mi nie przyszło do głowy, że Ci ludzie też w jakimś stopniu wpływają na ten mój życiowy chaos. A może ktoś mnie zapamięta? Może spotkam jednak tego człowieka w jakichś innych okolicznościach? Jeju, już chyba zeszłam z tematu. Nie ważne :D Obserwuję i pozdrawiam :) Będę tutaj wpadać częściej.
    kobiety-przodem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "...niektóre osobniki związać, zabetonować im nogi i wrzucić do Wisły" - podoba mi się Twój tok myślenia. :D
      Dziękuję za obserwację. :)

      Usuń
  7. Ja wolę mieć wszystko zaplanowane i poukładane. Nie znaczy to, że nie jestem spontaniczny, bo zdarza mi się rzucić wszystko i zrobić coś innego. Jednak niespodzianek od losu niezbyt lubię, zawsze jest stres, wahanie, chwila niepewność i bezradność.
    ------------------------------------------------------------------------------------------
    http://gabriel-data.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mam zazwyczaj wszystko zaplanowane...

    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja właśnie mam dokładnie tak jak Ty :) Lubię chaos, lubię tłumy, życie miasta, ale w pewnym momencie zaczyna mnie to wszystko przerastać i chcę się zamknąć w czterech ścianach. Jednak na krótszy okres niż kilka miesięcy ;) Kilka dni samotności wystarcza :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem spokojną osobą, ale zdecydowanie wolę chaos w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jakimś blogu przeczytałam kiedyś, że wena nie istnieje. To w takim razie jak nazwać to cudowne uczucie, w którym bierzesz kartkę i długopis, a cała reszta wypływa z Ciebie w jednym momencie ? :)

      Usuń
    2. Skoro nie wena, to może... NATCHNIENIE? :D

      Usuń
  11. Za dużo spokoju i monotonii nie jest dobre, ale żadna skrajnosć nie jest. Ja osobiście zaczęłam najdłuższe wakacje i na wszelkie atrakcje, które sobie zaplanowałam musze jeszcze chwilę poczekać, a póki co lenię się i... myślę. Bo właśnie w takich momentach, gdzie wena mnie opuszcza staram się za nią jeszcze bardziej podążać. I nagle rodzi się jeden pomysł, który nagle pociąga za sobą kolejne i kolejne. Nie zawsze jest łatwo, ale jak człowiek chce, to potrafi ;)

    Ale dobrze, że masz miasto, do którego wracasz i z którego czerpiesz inspiracje dające Ci chociaż chwilę refleksji nad... czymkolwiek. Bo człowiek musi rozważać. Choć trochę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Neymar jest sympatycznym, bardzo ciepłym facetem, który potrafi zachwycić swoją grą i porwać cały stadion (nie)jedną skuteczną akcją. Kluby jak to kluby; wszyscy wiemy, że nie o piłkę tam chodzi. Ale nie można popadać w przesadę - lepiej z uśmiechem komuś kibicować, niż psuć sobie humor krytykowaniem każdego.
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Co do weny, mam to samo...nie wiem, gdzie zniknęła, ale wraz z ogromem spraw, które mam do załatwienia, odeszła też ona. No właśnie...z jednej strony, każdy lubi jak coś się w jego życiu dzieje. Ja szczególnie, bo mam skłonność do szybkich zmian preferencji, więc im różnorodniej, tym lepiej. Ale duże miasta mnie przerażają i chyba wolę spokojne osiedle, z lasem oraz śpiewającymi ptakami. A już w ogóle to marzy mi się drewniana chata gdzieś w odosobnieniu, w górach i z ukochaną osobą. Choć znając mnie, po miesiącu dostałabym fioła...;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hey beauty love ur new post .Keep posting .
    Regards from Bosnia ♥
    http://obsessionwithfashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja chyba zdecydowanie wolę chaos, spokojne życie jest... za spokojne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze lubilam, gdy coś się dzieje. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi ten uliczny zgiełk. Tylko,że nawry w tym chaosie lubię jak jest chociaż chwila spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tak mam, że jakiś człowiek zwróci moją uwagę to zaraz zaczynam się zastanawiać jakie ma życie itp. ...

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz mój pełen podziw za to, że zabrałaś się za naukę od razu. Sama odwlekam to o kilka minut, które dość szybko zamieniają się w godziny, a potem ledwo się wyrabiam. Chyba muszę nad tym popracować. Właściwie to rozumiem jak to jest, również czasem potrzebuję odciąć się od mojego życia, by za nim zatęsknić. Tak jak teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Jak wiem, że muszę coś zrobić, to wolę się za to wziąć od razu. :)

      Usuń
  19. Mam podobnie, lubię mieszkać we Wrocławiu i podoba mi się tu jednak czasem musze wrócić w rodzinne strony by po prostu odpocząć i zrelaksować się. Tam nie ma takiego pośpiechu i ruchu.

    Zyciezobiektywem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. ten chaos jest bezpieczny tylko wtedy, kiedy jest kontrolowany - kiedy wiem, że w każdej chwili mogę go porzucić i zaszyć się sama ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż ja pomimo wszystko też jestem nauczona życia na pełnych obrotach :) i pomimo,że czasami mam po dziurki w nosie pośpiechu, ludzi i robienia 100 rzeczy naraz to właśnie wtedy czuje,że żyje ! :)
    Nuda i monotonia działają na mnie cholernie przygnębiająco.
    Ale ponoć ludzie z ADHD tak mają :)

    OdpowiedzUsuń