sobota, 7 czerwca 2014

57. "Smutno mi, bo jestem wesoły."

Witajcie. Przyznaję, dopadł mnie blogowy leń. Jednym z czynników jest na pewno pogoda, która wręcz nakazuje przebywanie na zewnątrz. Drugim zaś fakt, że w czwartek w Poznaniu rozpoczęły się juwenalia - tak jest, porwał mnie melanż. No, ale już - jestem na ziemi. Z podwójną siłą ściąga mnie na nią fakt, iż mam do zrobienia projekt, za który zabieram się od dwóch dni, no i jakoś zabrać się nie mogę. Kompletnie nie mam na to ochoty... Będę musiała się zmotywować, jakoś.
A teraz po raz kolejny przyjdę do Was ze swoim zbulwersowaniem. Otóż czy macie w swoim otoczeniu ludzi, którzy utrudniają sobie życie na siłę? Chodzi mi o to, że sami się doszukują problemów w każdej możliwej sytuacji. Nie ważne czy świeci słońce, czy pada deszcz. Nawet jakby wygrali w totka, to pewnie zamiast się cieszyć, zaczęliby narzekać, że muszą zapłacić podatek od nagrody... Żenada.
Mnie osobiście najbardziej irytuje doszukiwanie się w czyichś słowach ZA KAŻDYM RAZEM negatywów na swój temat. Otóż to - skąd się biorą ludzie, którzy doszukują się jadu w każdej wypowiedzi? No i pytanie numer dwa - po jaką cholerę to robią? Są aż tak uprzedzeni?
(...)
Ja na prawdę chciałam tę relację odbudować. Nawet rozmawialiśmy na ten temat - co jest dobrze, a co nie. Nawet o tym co było. Ale czepianie się samych zarzutów w każdym moim zdaniu, mnie osobiście przerasta i tego nie przeskoczę. Nie będę kłamać będąc pochlebna tylko po to, aby uniknąć FOCHA. Coraz bardziej zaczynam mieć dość. Wiem, że mogę zareagować w dwojaki sposób - A) Użyć swojego ukochanego sarkazmu i zamilknąć na wieki przy danej osobie, a w razie pytania dlaczego milczę, udzielić odpowiedzi, iż wolę milczeć niż urazić ją swoją opinią. B) Wyrzucić z siebie całą złość i wykrzyczeć, że mam dość wyszukiwania w każdej mojej wypowiedzi negatywów na swój temat, no i proszę mi nie pier*olić, że tak nie jest... 
W sumie nie wiem co lepsze albo raczej, co bardziej dotkliwe. Tak, dokładnie. Nie mam zamiaru płaszczyć się przed kimś, kto na siłę rzuca mi się pod nogi i udaje ofiarę. Po prostu mam dość i pewnego pięknego dnia zasztyletuje go na jego własne żądanie. Będzie mieć, to o czym tak obsesyjnie marzy <3 (bo nie wiem jak inaczej nazwać takie zachowanie).
Fakt, jest mi trochę żal. No co ja gadam - cholernie żal tego co było. Jednak widzę, że nie jestem w stanie pewnych spraw przeskoczyć, a czasu nie cofnę. Mogę jedynie zacząć jeszcze raz, od nowa. Oboje możemy, tylko zastanawiam się czy nie będzie lepiej, gdy zaczniemy jak najdalej od siebie...
(uprzedzając Wasze pytania - tekst dotyczył byłego "przyjaciela")

A Wy co mi poradzicie? Zacisnąć zęby i po raz kolejny udawać, że jest okej? Po raz kolejny próbować? Czy może faktycznie dać sobie spokój i iść w swoją stronę?

27 komentarzy:

  1. Nic nie doradzę bo ja jestem raczej osobą która szuka zaczepki i tych sarkazmów

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. bądź sobą to jest najważniejsze :)
    www.allex096.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zależy o co Wam wcześniej poszło. Tzn czemu ta przyjaźń się rozpadła.
    Ja chyba bym zrezygnowała z takiej znajomości skoro bym widziała, że druga osoba zamiast też się postarać to jakoś odbudować ciągle wymyśla i jeszcze do tego mnie wkur*ia.

    Pozdrawiam, http://poburzywyjdzieslonce.blogspot.com/ :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dość skomplikowane. Polubiliśmy się "za bardzo", no i teraz nie możemy na siebie patrzeć. :P
      Chyba najlepiej będzie się odsunąć.

      Usuń
  4. Ja osobiście odpuściłabym sobie, bo też denerwuje mnie takie zachowanie, w którym szuka się problemu na siłę i wyszukuje "podstępu" w każdym słowie. A jeśli ktoś robił tak raz, zrobi i następny. Jestem podobnym typem człowieka, ale nie jest tak źle z tym u mnie i to zależy, z jaką osobą rozmawiam - bo to naturalne, że podejrzliwa jestem w stosunku do człowieka, który już raz mi podpadł. :) Jeśli ktoś chce się z Tobą zadawać, powinien zaakceptować to, jaka jesteś - w tym przypadku to, że mówisz, co myślisz. Nie wiem. Mam nadzieję, że dasz sobie radę! ;)

    Pozdrawiam,
    http://delikatnoscserca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się,że dobrze jest się odciąć od takich osób. Ja miałam taką i sama zaczynałam czuć się źle, łapać pseudo doła przez jej narzekanie, marudzenie... Nie ma co tracić na takich siły bo się im nigdy nie dogodzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ile moich 'przyjaźni' się porozpadało...
    Myślę, że jesteśmy w tak młodym wieku, że wszystkie poważne znajomości dopiero przed nami. Nie ma co rozpaczać - ktoś, kogo trafi się w taki sposób, nie może być wyjątkowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do pierwszej części notki, myślę, że tacy ludzie mają po prostu bardzo niskie poczucie wartości. W każdej, nawet najbardziej konstruktywnej krytyce, starają się dostrzec brutalny atak na swoją osobę, a w każdej uwadze dostrzegają drugie dno i podtekst. Skąd to wiem? Bo sama niestety czasem się tak zachowuję...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nienawidzę płaszczyć się przed kimś. Nosek do góry<3 <3 <3
    Zapraszam do siebie, to nie reklama tylko zaproszenie
    http://do-wyboru-do-koloru-projekty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam bym sobie dała spokój. Może wtedy życie stanie się prostsze? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy życie kiedykolwiek stanie się prostsze. Rozwiązujemy jeden problem, pojawia się kolejny. ;)

      Usuń
  10. ja bym się nie poddawała, zawsze się żałuję bardziej jak się czegoś nie zrobiło niż że się zrobiło ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. absolutnie nie! ;)
    dzisiaj nie widząc o twoim wpisie poruszyłam w swoim poście dokładnie tą samą tematykę - uważam, że mówienie ludziom tego co chcą usłyszeć jest złe! Bo potem zamiast zacząć się ogarniać, myślą, że w ich postępowaniu nie ma nic złego - bo przecież nikt im tego nie powiedział.
    Uważam, że trzeba śmiało mówić, co się myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, coś w tym jest. Jak nie spróbujesz naprostować, to samo się nic nie zrobi. ;) Ale ja już mówiłam, rozmawiałam. Niby "okej, okej", ale na dłuższą metę - jak grochem o ścianę.

      Usuń
  12. Ja raczej dała bym sobie spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja bym dała sobie spokój. Po co ciągle rozdrapywać stare rany? To jak z czytaniem jeszcze raz tej samej książki czy powtórki filmu. Nawet, jeśli ci się podobało, to i tak znasz zakończenie.
    Z tego co piszesz wnioskuję, że nie ma obustronnej chęci, a nawet jeśli jest, to postawiona bariera jest za duża. Gdybym jednak miała wybrać któryś z podpunktów, to najpierw byłby to B (tak dla spróbowania - ostatni raz), a później A (żeby dać już sobie spokój).

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialną masz muzykę w tle ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pogoda nie zachęca do blogowania;) w kwestii porady niestety trudno powiedzieć:/

    OdpowiedzUsuń
  16. fakt , pogoda jest prześliczna !

    Czy mogłabyś poklikać w linki u mnie pod najnowszym postem? To dla mnie baardzo ważne ,a ty mi możesz pomóc. Miej ♥

    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli drugiej osobie nie zależy na odbudowaniu przyjaźni, nie stara się żeby było lepiej, to moim zdaniem warto dać sobie spokój. Ale to jest twój wybór, ciężko jest doradzić jeśli nie wie się dokładnie co się stało, dlaczego ta przyjaźń się skończyła...
    alice-in-wonderlaand.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Ty sama najlepiej wiesz co masz zrobić i niestety taka jest prawda :). Jednak z mojego punktu widzenia dobrze by było wyrzucić z siebie wszystko co ci leży na serduchu i zobaczyć co będzie dalej. Jeżeli tego nie zrobisz będziesz się wewnętrznie tłamsić , a to nie jest najlepsze wyjście z możliwych.
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  19. sposób B byłby najlepszy, bo inaczej może tak robić bez końca...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ach no tak, Juwenalia. Ominęły mnie w tym roku, ale jakoś nie żałuję. Było fajnie?:)
    I ja z moim prostym podejściem do życia mam wrażenie, że tych ludzi jest naprawdę sporo. Takich, którzy chcą widzieć tylko ciemne strony, swoim nastawieniem sami rzucają sobie kłody pod nogi..przykre no.
    I nie mam pojęcia, skąd jakieś uprzedzenia, negatywy. Naprawdę- nie wiem skąd i po jaką cholerę. No ale jest jak jest.
    Ja bym nie umiał chyba milczeć. Czasem lepiej jest porozmawiać, wyjaśnić..bo twoja cierpliwość nie jest wieczna, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było świetnie, ale chyba nie z racji muzyki, chociaż Tetris pokazał mistrzostwo świata, a z racji towarzystwa. Na maxa zrelaksowałam się przed sesją.
      Ja już nie mam cierpliwości. Ale żeby nie wgnieść człowieka swoimi słowami w podłogę wolałam milczeć.

      Usuń
  21. To jest strasznie gdy ludzie widzą tylko negatywy wręcz sami ich szukają. Może to strach przed kolejnym rozczarowaniem może to kompleks polaków, którzy po prostu lubią narzekać, albo po prostu ma tak mało do powiedzenia i jest nudny więc wzbudzając litość u ludzi chce zdobyć ich sympatie. W sumie to jest jeden z sposobów manipulacji branie na litość a później na poczucie winy. ... Ja zerwałam tą relacje i teraz nakładam maskę i udaje słodką osóbkę.

    OdpowiedzUsuń
  22. Heeeej, swietny blog . ;***
    Zapraszam rowniez do mnie, prowadze bloga na temat wlosow, skory i paznokci, moze znajdziesz cos dla siebie. ;*
    Zostawia obserwacje, licze na to samo :*
    Milego dnia ;** ;3

    OdpowiedzUsuń