sobota, 24 maja 2014

52. "Mszczą się słabi..."

Witajcie! Na początku chciałam się usprawiedliwić - tak, wiem. Zaniedbuje Wasze blogi ostatnio - z jednej strony to wina pogody - jak jest tak słonecznie to wszędzie lepiej niż w mieszkaniu, a z drugiej strony - zaczęło się - masa nauki, sesja nadchodzi, a ja nie mogę się zmobilizować i nauka idzie mi jak krew z nosa... Jeden tydzień już zmarnowałam, więc nie mogę sobie pozwolić na kolejny. Z racji tego piszę już dziś, że w przyszłym tygodniu z postami może być krucho, ale postaram się. Tak samo, jak postaram się po nadrabiać wieczorami czytanie waszych blogów, bo obecnie - przyznaję się bez bicia - odpowiadałam tylko na komentarze i odwiedzałam jedynie blogi komentujących. Chociaż pomimo braku czas- dobre i to. Ale okej, idziemy do tematu.
Pomysł na tego posta przyniosło samo życie, a dokładniej przynosi mi skrupulatnie, co jakiś czas "odpowiednią" dawkę inspiracji - w końcu ugięłam się. Moja frustracja rośnie do takiego poziomu, że po prostu MUSZĘ to z siebie wyrzucić.
Otóż od jakiegoś czasu pan Problem rzuca we mnie swoimi uwagami, na temat WSZYSTKIEGO czego się nie dotknę. Na początku - spoko, zawsze lubił się czepiać. Jednak stopniowo przeginał, aż w końcu uznałam, że dość tego. Na wszelkie zaczepki reaguję stoickim spokojem i milczeniem - jakbym nie słyszała i miała to w nosie, chociaż w rzeczywistości - GOTUJE SIĘ WE MNIE. Ale postanowiłam - nie dam mu tej satysfakcji. Mimo wszystko nie poddał się i wciągnął w to również miłość swojego życia (swoją drogą są żałośni, on - piesek na posyłki, a ona się tym bawi i wykorzystuje go, mając chłopaka - w sumie nie wiem którego jest mi bardziej żal). Otóż teraz do jego uwag jest posyłany jej komentarz. (o jejku jejku jak słodko!) Zastanawia mnie dlaczego tak naglę zaczęli na mnie naskakiwać. Przez myśli przechodzi mi jedynie NAJLEPSZĄ OBRONĄ JEST ATAK i tego staram się trzymać. Próbuję sobie wmówić, że jestem dla nich za dobra, że jestem tak bardzo przed nimi, że próbują mi rzucać kłody pod nogi.
Jestem osobą, która z reguły nie przejmuje się docinkami i ogólnie ma zdanie innych w nosie. Mam też ogromny dystans do siebie, ale gdy np. jem na kolację sałatkę i znienacka słyszę I TAK NIE SCHUDNIESZ - zadaję sobie pytanie O CO CI CHODZI CZŁOWIEKU?! Podobne sytuacje? Proszę bardzo! Opowiadam, jak to mój tata kupił mi nowy samochód, mówię, że przynajmniej będę miała wbudowaną nawigację - co słyszę? PO CO CI NAWIGACJA?! PRZECIEŻ I TAK NIGDZIE DALEKO NIE JEŹDZISZ! O.O (noł koment) Next - mam nową, fajną, sexy koszulę nocną - komentarz TA BLUZKA JEST CI ZA DUŻA! Przychodzę z biegania - pada pytanie ile przebiegłam, mówię, że 3 km - co słyszę? CO TAK MAŁO?!
Widzicie? Niby nic, ale to jest ewidentne czepianie się o cokolwiek, byleby się przyczepić! Ale weźmiesz zjebiesz człowieka, to jest zaraz obraza majestatu, bo on TYLKO MÓWI. Nosz kurczę... Mam wielką ochotę powiedzieć mu, że ma sobie te uwagi wsadzić w tyłek...
Piszę do Was o tym, bo RAZ - muszę wyrzucić z siebie złość, DWA - nie wiem dlaczego to robi. Próbuję to sobie tłumaczyć - kiedyś prawie się przyjaźniliśmy, uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas, jednak sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej i od tego momentu oddalamy się od siebie. Kiedyś było mi przykro, teraz chyba coraz mniej mi zależy i mam coraz bardziej na tę znajomość wyj***ne...
źródło: tumbrl
Mieliście kiedyś taką sytuację? Jak myślicie, skąd bierze się takie zachowanie? Uważacie, że moja ignorancja jest dobrym rozwiązaniem?

29 komentarzy:

  1. ten ktoś jest... hm.. jakby to powiedzieć... ?dziwny? Ja na twoim miejscu bym nie wytrzymała XD Nawet gdy w szkole ktoś mi docina to wszystko we mnie sie gotuje i najchętniej dałabym mu z liścia

    http://cytruskowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wiesz, dawanie z liścia komuś 20 cm wyższemu od siebie nie jest takie proste. :D

      Usuń
  2. A ja bym olala i np mowila " a co Cie interesuje?" Albo nie wiem ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - NIE WIEM. Moje olewania na razie nie daje efektów. Liczę na to, że się znudzi. :P

      Usuń
    2. Ja bym ripostowała :P Mówiła,że jest ograniczony w swoim rozumowaniu.

      Usuń
  3. Hmm może czegoś zazdrości. Nie wiem kim dokładnie jest Pan Problem, ale jakbym miała możliwość to bym ograniczyła kontakty do minimum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, że nie mam takiej możliwości...

      Usuń
  4. też nie bardzo rozumiem kim jest ten Pan Problem: były chłopak? Znajomy? Współlokator? ale tak jak radzi Ewelina - ograniczyć kontakty, a jak jest to trudne to przede wszystkim nie pozwolić sobie na takie traktowanie!!!

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjaciel mojej współlokatorki... Tak go nazwę.

      Usuń
  5. Amazing post !Would you like to follow each other?
    http://kate-fashionschtick-kate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tak znów, zupełnie z innej beczki ;) Strasznie ciężko się czyta Twoje posty. Ja muszę sobie zaznaczyć tekst na niebiesko i dopiero czytać, bo tło bardzo to utrudnia.

    A tak apropo wpisu, po prostu mu to powiedz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj... Już obiecałam wcześniej, że coś z tym zrobię. No i starałam się coś zdziałać podczas wolnego - jednak nie byłam zadowolona z efektu, więc zostawiłam tak jak było. Dla mnie to wyższa szkoła jazdy, ale po sesji na pewno przysiądę i się tym zajmę! :)
      Mówiłam, wiele razy.

      Usuń
  7. Moja krew z nosa idzie bardzo szybko, ale niestety nauka nie :)
    Po pierwsze trzeba robić sobie miejsce w życiu na nowe osoby poprzez wyrzucenie tych starych. Z doświadczenia wiem, że jeśli znajomość nam szkodzi trzeba ją skończyć :) Chciałam napisać, żebyś miała to gdzieś. Ale nie napiszę. Czasami się po prostu nie da, bo zbyt ciężko zrozumieć takich pacanów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chodzi o to, że skończenie tej znajomości wcale nie jest takie łatwe i nie do końca możliwe.

      Usuń
  8. No i dobrze że wyrzuciłaś z siebie tą frustrację, teraz ci lepiej prawda?
    Mi też zdarzały się takie sytuacje, ale może im się to znudzi skoro ty to ignorujesz? Uważam że dobrze robisz - nie dajesz im przynajmniej takiej satysfakcji, oni też pewnie gotują się w środku że ty na to nie reagujesz, a co do tytułu - to prawda - mszczą się tylko słabi!
    http://olllie-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, teraz czuję się taka... lekka. :) i powiem Ci, że jakoś trzeźwiej spoglądam na całą tę sytuację.

      Usuń
  9. Mnie się wszyscy czepiają ale to ja jestem mimo wszystko ta złośliwa :)

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie ma co tłumić w sobie negatywnych emocji, najlepiej je z siebie wyrzucić, wtedy jest lżej :). Prowadzisz bardzo wyjątkowego bloga, niesamowitą atmosferę tutaj stwarzasz... Jestem pełna podziwu. Zapraszam Ciebie serdecznie do odwiedzenia mojego bloga (dopiero zaczynam), lub może zechcesz polecić go komuś: http://www.fivehundredandsixdays.blogspot.co.uk/
    Pozdrawiam i oczywiście obserwuję :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Może chodzi właśnie o to "coś" co zniszczyło waszą przyjaźń ?
    Moim zdaniem jeśli ignoracja nie pomaga, to warto z nim porozmiawiać i wyjaśnić jego zachowanie . Wątpię żeby odgryzanie się wrednymi uwagami pomogła, raczej zaszkodzi.

    alice-in-wonderlaand.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam, że może jakoś "boli" nas to, że się popsuło i przez to, paradoksalnie, nie potrafimy się dogadać...

      Usuń
  13. Kretyn. Gdzieś wyczytałam, że to przyjaciel Twojej współlokatorki - nie chciałabym kogoś takiego w mieszkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie pałam radością, gdy on się zjawia. Uwierz mi...

      Usuń
  14. Co do całej sytuacji to ja bym postąpiła trochę inaczej. Zawsze wychodziłam z założenia, że gdy nic nie odpowiadasz i nie reagujesz to pozwalasz sobie wchodzić na głowę. I osoby, które widzą, że olewasz ich teksty czy zaczepki będą dalej to robić. Dlatego ja nigdy nie pozwalam sobie wchodzić na głowę i od razu mówię co myślę. Unikam w ten sposób sytuacji podczas, której wszystkie skumulowane we emocje wyrzucam na zewnątrz. W takich momentach lepiej bez kija do mnie nie podchodzić (dlatego też unikam ich :))

    OdpowiedzUsuń
  15. To Twoje życie i to ty wiesz jak chcesz je przeżyć. Reszta może ci przeszkadzać, ale tego za Ciebie nie zrobi ;)
    Fajny blog :)
    http://fabryka-endorfin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja na Twoim miejscu robiłabym tak,
    on: coś tam o tym, że nie schudniesz od sałatki, ja: o kurcze, serio? A ja myślałam, że to wystarczy, żeby schudnąć. Dobrze, że mnie informujesz.

    Mam nadzieję, że rozumiesz o czym mówię. Pokaż, że masz do siebie dystans i sama z siebie się śmiej. To działa - sprawdzałam.

    A jak będziesz ich ignorować to w końcu i tak nie wytrzymasz, zaczniesz wszystko wygadywać i wyjdziesz na spięta, sflustrowaną panienkę ;d

    Pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że ja wcale nie mam zamiaru schudnąć. Ja po prostu zaczęłam się zdrowo odżywiać, bo... tak mi się zachciało.
      Ale Twój sposób jest na prawdę świetny, dzięki wielkie! :*

      Usuń
    2. Po tym w jaki sposób to napisałaś domyśliłam się, że zwyczajnie chciało Ci się sałatki, więc ją sobie jadłaś. ;) chodzi mi o to, żeby mówić takim osobom to, co chcą usłyszeć ;d

      Cieszę się, że mogłam pomóc :) ;*

      Usuń