czwartek, 22 maja 2014

51. Nie przekreślajmy ludzi od razu.

Witajcie. Od kilku dni pogoda piękna, słońce praży - jak dla mnie super. Nie przeciągając, już piszę, co dziś mam Wam do "powiedzenia". :)
Cały temat tyczy się jednego zdarzenia, które miało miejsce ostatnio w moim życiu. Właśnie wtedy przez myśl przeszły mi słowa umieszczone w tytule - nie przekreślajmy ludzi o razu. Ale do rzeczy.
Od pewnego czasu biorę udział w pewnego rodzaju projekcie międzynarodowym na mojej uczelni. Zostali do niego wybrani najlepsi germaniści ze szkoły - co tyczy się poznania kilku nowych osób. Wśród nich pewien kolega. Z wyglądu fajny chłopak - jest na czym oko zawiesić, charakteru nie było mi jeszcze dane przebadać. No okej wszystko wszystkim, ale w czym problem?? Otóż z całą grupą od razu złapałam wspólny język, ogólnie myślę, że nieźle się dogadujemy i dobrze nam się razem pracuje. Właśnie z całą grupą oprócz tego właśnie kolegi. Przez pierwsze spotkania miałam wrażenie, że jestem dla niego jak powietrze - nie, nie niezbędna do życia, a PRZEŹROCZYSTA. Jednym słowem - ignorował mnie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ani razu nie złapałam na sobie jego spojrzenia - nie ważne czy coś mówiłam, kłóciłam się akurat czy coś pisałam. NIGDY!
Mimo tego, że jestem osobą nieco zamkniętą w sobie, to lubię rozmawiać z ludźmi i mieć z nimi dobry kontakt, a nienawidzę, być ignorowana. Od razu psuje mi to humor, łapię doła i jakoś mi tak źle. Po prostu - ignorancja mnie boli. Owa ignorancja sięgnęła zenitu, gdy po przedostatnim spotkaniu stałam na przystanku obok tego kolegi - jakieś 2 metry od niego i ani słowem się nie odezwał, ani głowy nie odwrócił - nic. Pomyślałam sobie - trudno. Nie wszystkich muszę poznawać, jeśli on nie ma ochoty mnie znać, to trudno. Przeżyję. (pewnie niektórzy powiedzą, że mogłam podejść do niego, ale czy to byłoby mądre? Podchodzić do gościa, który ewidentnie olewa Cię podczas 3,5 godzinnych zajęć i narzucać mu się ze swoją znajomością? Ja uważałam, że nie ma co się pogrążać.)
Z tą myślą zmierzałam też na kolejne spotkanie. Już nawet nie liczyłam na najmniejszą rozmowę o głupiej pogodzie - skreśliłam tę znajomość i tego człowieka. Aż tutaj  w momencie mojego totalnego zwątpienia ironicznie sytuacja się odwraca. Kolega podchodzi do mnie na przystanku, wita się, zagaduje. Na zajęciach siada obok mnie, po nich czeka, wracamy razem na przystanek, jedziemy do domu jednym tramwajem - cały czas rozmawiamy, jakbyśmy nadrabiali nasze milczenie podczas wszystkich poprzednich zajęć. Sama nie wierzyłam i nadal nie wierzę, że właśnie w momencie mojego zwątpienia sytuacja tak się odwróciła. W dodatku (może pomyślicie, że przesadzam), podczas rozmowy w tramwaju odczułam, że go obchodzę, że coś, cokolwiek na mój temat go interesuje, że nie jestem obojętna, przeźroczysta, że ja istnieję. Jedno pytanie to sprawiło, więc pozwolę je sobie przytoczyć "To gdzie Ty mieszkasz, że jeździsz osiemnastką?" . Potem potoczyła się kolejna fala pytań, które wymienialiśmy między sobą. Aż chciałam to wszystko skomentować O! TY UMIESZ MÓWIĆ, A JA NIE JESTEM PRZEŹROCZYSTA!
Jaki z tego wniosek? Nie przekreślajmy znajomości, ludzi nawet jeśli początki są trudne i nie idzie tak jak miałoby iść. Ja zwątpiłam i teraz trochę mi wstyd, bo mam na prawdę fajnego kolegę (z przeuroczym uśmiechem) z którym świetnie mi się rozmawia i to wszystko bardzo poprawia mi humor. Dlaczego zaczęliśmy rozmawiać tak późno? Nie wiem. Nie będę drążyć, ważne, że teraz jest dobrze. :)
źródło: tumbrl
Co o tym wszystkim myślicie? Ironia losu, znak od Boga - jak interpretować taki rozwój zdarzeń? :D Chcieliście kiedyś odpuścić i właśnie w tym momencie wszystko się zmieniło? Mieliście może podobne sytuacje? Jeśli tak napiszcie, chętnie poczytam. Pozdrawiam! :*

25 komentarzy:

  1. A może go onieśmielałaś?;) Nieraz mi się wydawalo, że mam nosa do ludzi, ale pare razy się pomylilam np przez długi czas ktoś wydawał mi się antypatyczny, ale gdy juz doszło do rozmowy w 4 oczy okazało się, że człowiek jest ok! Czasem też niestety odwrotnie, ktoś grał przyjaciela, a jednak okazywał się świnią;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja? Niby czym? :D
      No mnie tym razem spotkało BARDZO MIŁE zaskoczenie. :)

      Usuń
    2. Może urodą, intelektem... Możliwości jest wiele;)

      Usuń
  2. Może nie potrafił pracować w grupie ? :) ale to rzeczywiście taka ironia losu :)
    Ja miałam parę razy tak,że jak już się poddałam to sytuacja się odwróciła :) I czasem było warto właśnie się poddać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On nie umiał pracować chyba tylko ze mną. Ale wiesz co? Dziś złapałam jego spojrzenie. ;) Chyba to jest ta sytuacja w której było warto się poddać.

      Usuń
    2. Ja miałam w sumie w życiu ze dwie takie sytuacje :)

      Usuń
    3. No popatrz. Ja w sumie nie wiem. Jakoś nie zwracałam nigdy uwagi na takie znajomości, chyba, że to właśnie była pierwsza taka sytuacja? Nie wiem, ciężko mi powiedzieć.

      Usuń
    4. U mnie było raz tak,że walczyłam o Wilka gdy to była w sumie moja wina, ale on też zachował się źle (dzięki kolegom) i już go skreśliłam, ewidentnie, powiedziałam dość! I wtedy w mig on się zmienił i pisał wiersze, zaczął się starać a wtedy ja go olewałam :P ale tak znośnie i w końcu mnie przekonał do siebie,że to było nieporozumienie. Ale tu trochę inna sytuacja bo się już znaliśmy.

      Usuń
    5. Bardzo dobrze znam podobne sytuacje - tj. te z początku, że ktoś o kogoś zabiega, a ta druga osoba tego nie docenia. Dopiero gdy przestaje - nagle zaczyna kogoś brakować. No, ale na szczęście Wam się udało. :)

      Usuń
    6. U nas to nie zupelnie na poczatku. Bo oboje o siebie zabiegalismy. Ale po paru sytuacjach i moich zlosliwosciach on sie hmm.. obrazil i zerwalismy tak jakby i staralam sie by "odkupic winy" a on to olal i potem ja tez sie poddalam ;) ale predko to nadrobil i to tak, ze 3 miesiace pozniej sie oswiadczyl :p

      Usuń
    7. Wow, świetna historia. Aż mi się uśmiech na twarzy pojawił. :)

      Usuń
  3. Może ten kolega też jest nieco zamknięty w sobie i potrzebował czasu, żeby się z Tobą oswoić. No i jak zagadał do Ciebie to pewnie też nie w otoczeniu reszty grupy, więc to o czymś świadczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, do najśmielszych, to on nie należy. Tyle wynika przynajmniej z tego, co zaobserwowałam.

      Usuń
  4. nie zapisał mi się ostatni komentarz... jakis blad...
    mówi się, że faceci to otwarte księgi.. podobno.. nieśmiały facet? podobasz mu się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku... U made my day! - tyle Ci powiem. :D

      Usuń
  5. Chyba bal się kontaktu wzrokowego :)

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieźle. Ale mnie wciąż by nurtowało pytanie o co mu wtedy chodziło. No nie mogłabym przestać o tym myśleć i musiałam poznać odpowiedź.
    Ja nie może nie do końca taką sytuację miałam, ale podobną. Odpuściłam sobie wszelkie miłości. Poszłam do szkoły średniej z myślą, że nie chcę się zakochać, bo to nie dla mnie a i tak pewnie to będą tylko głupie nieodwzajemnione nadzieje. W pierwszej klasie od razu jakiś chłopak zaczął do mnie gadać, ale trzymałam się swego. Zresztą później pomyślałam, że dobrze, bo pewnie po prostu był miły - okazało się, że ma dziewczynę. Jednak wszystko potoczyło się jakoś tak dziwnie i we wrześniu będziemy mieli swoje trzy lata. No akurat wtedy, kiedy dałam za wygraną los się odwrócił. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie wolę nie dociekać, żeby się nie rozczarować. ;) (kiedyś w ten sposób dowiedziałam się, że ktoś "z boku" odbierał mnie jako bardzo zarozumiałą osobę)
      Ojej, świetna historia. Gratuluję takiego stażu i życzę wytrwałości! :*

      Usuń
  7. ciekawe...


    ps. a u mnie? MAKIJAŻ dla Pań które lubią klasykę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wygląda na to ze cicha woda brzegi rwie :)
    i ludzie okazują się inni niż mogliśmy przypuszczać.
    widać czas jest najważniejszy, trzeba dać ludziom czas :)
    pozdrawiam ciepło ;*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Może się po prostu bał ?

    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam nadzieję, że nie jestem taka straszna. :P

      Usuń
  10. A ja się zastanawiam, czy on po prostu nie wyczuł tego, że dajesz sobie spokój z zawarciem znajomości? Mózg facetów jest dziwny i zaskakujący więc nie zdziwiłabym się takiego wyjaśnienia ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczuł, że daję sobie spokój i zaczął działać? Ciekawa teoria. :)

      Usuń