piątek, 31 stycznia 2014

7. Równi i równiejsi.

Witajcie. Tego posta piszę bardzo impulsywnie, gdyż muszę się wygadać. W głowie mi się nie mieści jak podli mogą być ludzie i do czego mogą się posunąć, żeby udowodnić innym, że mają ich w "głębokim poważaniu"...
Cała sprawa rozpoczęła się już dużo wcześniej, ale swoje epicentrum osiągnęła na przełomie dnia wczorajszego i dzisiejszego. Nie mogę tego zrozumieć i przyjąć do wiadomości jak można kogoś nienawidzić ot tak, po prostu. Nie pojmuję tego, jak można podzielić sobie ludzi na dwie kategorie, bez żadnego konkretnego kryterium. Po prostu - bo ma się takie widzimisię. Boli mnie to, że są osoby na tym świecie, które potrafią jednych wywyższać, a innych w tym samym momencie mieszać z błotem i to wszystko na oczach tych drugich.
Jak słowa mogą ranić - miałam okazję zobaczyć już wczoraj. Twarze osób mi bliskich z podkrążonymi, przeszklonymi  oczami. Chyba to boli mnie najbardziej. Nie chodzi o mnie, bo wiem, że dam radę - zawsze daję, ale widok osób mi bliskich w takim stanie - masakra.
Jest jednak coś co może człowieka zranić bardziej niż słowa - bezradność. Własnie przez to dziś poleciały łzy - nie moje, bo uważam, że nie warto płakać przez TAKICH ludzi. Nie dam tej satysfakcji komuś, kto karmi się moim nieszczęściem. Właśnie ta bezradność, chociaż w sumie pozorna dotyka nas najbardziej. To boli jak nic innego, myśl, że zrobiło się już wszystko co mogło się zrobić.
Na prawdę w życiu nie spodziewałabym się takiego traktowania od tak utytułowanej osoby. Zachowanie sześciolatka. Podział ludzi na kategorię, bo tych lubię, a tamtych nie. Dlaczego to robi? Bo jest wyżej, bo może wszystko? Bo nikt nic jej nie zrobi? Przekonamy się...
Jest mi przykro, ale chyba bardziej odczuwam gorycz i chęć walki o swoje. Przecież bez walki się nie poddam, nie ja. Ludzie, którzy próbują nas pogrążyć powinni pamiętać o jednym - najchętniej idzie się na wojnę, gdy nie ma się już nic do stracenia...
Jeszcze na koniec chcę Wam powiedzieć, abyście nigdy nie brali do siebie słów innych, którzy mówią, że nic nie osiągniecie, że przeceniacie swoje możliwości, nie macie potencjału. To nieprawda! Mówią to osoby, które same mają niskie poczucie własnej wartości i próbują się wznieść ubliżając innym. Każdy z nas zna swoje możliwości i wie na ile go stać. NIGDY się nie poddawajcie i zawsze walczcie o swoje racje! Nie pozwólcie na to, bo komuś udało się Was zniechęcić do realizacji Waszych celów.
Wierzcie w siebie, wierzcie, że w końcu będzie dobrze... Pozdrawiam.

wtorek, 28 stycznia 2014

6. Być kimś innym

Witajcie. Przyznam z pokorą, że zaniedbałam ostatnio blogowe życie na rzecz życia codziennego. Mam straszne zaległości w pisaniu postów jak i komentarzy. Czytam Wasze notki w każdej wolnej chwili, aby być ze wszystkim na bieżąco pomimo nawału pracy, który się ostatnio na mnie zwalił (masło maślane). Mimo tego postanowiłam, że napiszę dziś post. Mniejsza, o to, że jest druga w nocy. Jak postanowiłam, to tak będzie! :D
A więc, jadąc ostatnio autobusem (ostatnio często miewam natchnienie w środkach komunikacji miejskiej - autobus moim natchnieniem :P) naszła mnie taka myśl: A gdybym była kimś innym? Każdy jako dziecko wyobraża sobie siebie za ileś tam lat, udaje ulubione postacie z filmów, piosenkarki itp. A teraz? Ja np. z zazdrością spoglądam na życie takiej elity Manhatanu. Złote dzieci, złotych rodziców. Na pozór beztroskie, wewnątrz na pewno borykają się z takimi samymi rozterkami jak my. Ale nieraz wyobrażałam sobie, że jestem jedną z nich. Że mieszkam w najbardziej dynamicznym mieście świata, codziennie mogę iść sobie kupić szpilki od Louboutina. Jeść wystawne śniadania, a do szkoły podjeżdżać czarną limuzyną. Ale gdyby ktoś mi zaoferował zamianę tego życia, które mam, na to moje 'wymarzone' to chyba bym się nie zgodziła. Może nie mieszkam w ogromnym apartamentowcu i nie mam limuzyny, ale mam coś co sprawia, że jestem tutaj szczęśliwa. Swoje cztery ściany, kilku wspaniałych ludzi i cel w życiu do którego dążę.
To jest dziwne, nieraz sobie myślę, że szkoda, iż nie urodziłam się w Nowym Jorku. A gdybym miała zacząć tam, wszystko od nowa - nie zdecydowałabym się. Poprzez to właśnie uświadamiam sobie, że cieszę się, iż jestem właśnie w tym miejscu na świecie. Uważam nawet, że jestem tutaj w jakimś celu. Być może żeby kogoś spotkać na swojej drodze, a kogoś innego ominąć, nie wiem. Jak to mówią, zawsze mogło przecież być gorzej, a czy lepiej? Chyba nie, myślę, że jestem w idealnym miejscu dla mnie. :)
A Wy? Chcielibyście być czasem kimś innym? Czy może Wasze obecne życie uważacie za najlepszą możliwą opcję? :)
Pozdrawiam, do usłyszenia!

poniedziałek, 20 stycznia 2014

5. Nienawidzę Cię... za nic.

Witajcie! Ooooo matko, jak ja straszliwie zaniedbałam blogowe życie przez ten tydzień! Wszystko przez to, że nie było dnia, ani nawet chwili, żebym była sama - a co za tym idzie, żebym miała warunki do napisania czegoś. Ogólnie kolejne 3 tygodnie będą istną masakrą - seszyn obseszyn. Ale dam radę, kto jak nie ja! ;) To tyle tytułem wstępu.
Dziś chciałam poruszyć temat, który nasunął mi się na myśl w zeszłym tygodniu, za sprawą mojego otoczenia. A mianowicie: NIENAWIŚĆ.
Zauważyliście jak łatwo nam jest kogoś nienawidzić? Dostrzegłam, że dla ludzi każdy powód jest dobry, dosłownie każdy!! Ludzie nienawidzą tych lepszych od siebie - bo są lepsi, gorszych, bo są gorsi. Nienawidzą ludzi odnoszących sukcesy, jak i tych którzy nie potrafią sobie w życiu z niczym poradzić. Tak samo jest z mądrzejszymi, głupszymi, bogatszymi czy biedniejszymi. Krótko mówiąc, każdy powód do nienawiści jest dobry. o.O Tylko dlaczego tak jest? Dlaczego tylko niewielki odsetek ludzi potrafi cieszyć się z sukcesów i szczęścia innych? Zazdrość? Może, ale co wtedy, gdy jest się kimś, kto na prawdę, ma wspaniałe życie i osiągnął już w życiu bardzo wiele? Dlaczego tacy ludzie też nienawidzą? Nie wiem, nie potrafię tego ogarnąć.
Oczywiście i w tej kwestii nie jestem święta, ale nie popadam w takie skrajności. Nie będę przecież nienawidzić kogoś za to, że był ode mnie w czymś lepszy czy gorszy, bo to chore. Chociaż łatwiej jest mi zrozumieć własnie taką nienawiść do kogoś kto jest od  nas lepszy. Zawsze można to wytłumaczyć skrajną zazdrością i niedowartościowaniem własnej osoby. Ale co z nienawiścią do osób słabszych, gorszych, biedniejszych? Nie wiem dlaczego zamiast starać się im pomóc, albo chociaż być dumnym ze swojego osiągnięcia i przemilczeć sytuację ludzie żywią nienawiść również do tych osób. Nie chcesz pomóc? To przestań szkodzić... Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem tych chorych sytuacji. Trudno. W moim przypadku trzeba na prawdę zaleźć mi za skórę, żebym już skrajnie nie mogła na kogoś patrzeć. Z resztą podobno nienawiść jest uczuciem równie silnym jak miłość - więc moim zdaniem i na to trzeba sobie zasłużyć. ;) Oczywiście mogłabym nienawidzić kierowcy autobusu, bo zbyt gwałtownie zahamował czy pani w sklepie, bo jest mi winna grosik - mogłabym, tylko po co? (fakt, podałam już skrajne sytuacje, aby ukazać absurd tej całej nienawiści) Mam wrażenie, że to, iż nienawidzimy kogoś, sprawia, że jesteśmy wewnętrznie nieszczęśliwi. A po co unieszczęśliwiać się na własne życzenie?
Na koniec jeszcze jedna "złota myśl" dotycząca nienawiści wobec naszej osoby, która już jakiś czas temu przewinęła mi się gdzieś między wierszami w internecie: " GDY ABSOLUTNIE NIKT CIĘ NIE NIENAWIDZI - ROBISZ COŚ ŹLE " . Jak to rozumieć? Jeżeli jesteś kimś zauważalnym, nie jesteś szarą myszką, robisz w życiu coś co naprawdę Ci wychodzi to jest pewne, że komuś się to nie spodoba. Moim zdaniem, jeżeli ktoś Cię nienawidzi, a niczego złego mu nie zrobiłeś (poza tym, że żyjesz), to jesteś wart na prawdę wiele. Świadomość, że ktoś nie może na mnie patrzeć jeszcze bardziej mnie motywuje i pcha do przodu, aby robić swoje i nadal dążyć do celu. Zwłaszcza, gdy rzucają mi kłady pod nogi. A jak reaguję na ludzi, którzy mnie nienawidzą? Hmm... Na pewno nie odwzajemniam im tego uczucia. Odpłacam się OBOJĘTNOŚCIĄ - ponoć jest to najgorsze co może nas w życiu spotkać.

Pragnę pożegnać się z Wami radosnym akcentem, mimo przygnębiającego tematu (przynajmniej mnie przygnębia świadomość takiej a nie innej rzeczywistości), więc napiszę Wam, że u mnie właśnie pada śnieg, powoli zasypując moje okno dachowe. ;) Pozdrawiam serdecznie, życzę Wam wielu sukcesów w najbliższym czasie! Do zobaczenia! :)

_____________________________________
piosenka tematyczna : Myslovitz - Nienawiść

poniedziałek, 13 stycznia 2014

4. Wiara w siebie

Witajcie, po dłuższych rozważaniach postanowiłam dziś coś jeszcze napisać. Jak zwykle z początkową pustką w głowie, bez konkretnego pomysłu, jedynie z maleńką nutką zapału.
To może dziś o... postanowieniach i konsekwentnym dążeniu do postawionego sobie celu? Nie chodzi tu o postanowienia noworoczne, które w 99% przypadków są tylko sloganem, z którego po 2-3 tygodniach nic nie pozostaje. Nie mówię, że zawsze tak jest, bo być może Wy konsekwentnie dążycie do wypełnienia postanowień noworocznych. ;) Moim jednak zdaniem nie potrzeba wcale konkretnej okazji, aby postawić przed sobą jakiś cel, aby podnieść sobie poprzeczkę. Możemy to zrobić w każdej chwili. Osobiście typowo noworocznego postanowienia nie mam. W sumie założyłam sobie, że do kwietnia będę miała płaski brzuch, jednak zaczęłam ćwiczyć już w grudniu. Dlaczego do kwietnia? Nie wiem, lubię stawiać sobie poprzeczkę wysoko, wtedy sukces lepiej smakuje. Wczoraj chwilowo zaczęłam wątpić w to, że mi się uda - chwila słabości, zwątpienia - każdy je ma. Jednak mój kolega napisał mi coś o czym zapomniałam, a nie wolno o tym zapominać. Napisał, że na pewno mi się uda. Podziękowałam, za to, że we mnie wierzy, na co on odparł - TO NIE WIARA, TO PEWNOŚĆ. Przecież zawsze gdy sobie coś postanowię, to tak jest. Choćbym miała dać z siebie 250% ! Zadałam sobie pytanie - dlaczego tak się dzieje i doszłam do wniosku, że to chyba wiara w siebie jest połową sukcesu - drugą oczywiście ciężka praca i wymaganie od siebie jak najwięcej. Wiadomo, że gdy usiądę i będę TYLKO w siebie wierzyć nie ruszając tyłka z kanapy, to nigdy niczego nie osiągnę, ale w połączeniu z ciężką pracą gwarantuje to w rezultacie coś na prawdę fajnego. :) Nie piszę tego ot tak sobie, z głowy. Opieram to na doświadczeniu - gdy uczyłam się na prawo jazdy to każdemu mówiłam, że zdam za pierwszym razem, od samego początku - było tak; na studiach - zawsze zakładałam, że sesja poprawkowa to nie moja bajka - póki co sprawdza się. No i może ostatni przykład - na mojej uczelni jest organizowany bardzo ciekawy projekt z języka obcego do którego jest zapraszanych tylko 8-10 osób z całej szkoły. Gdy tylko o nim usłyszałam, pomyślałam, że fantastycznie byłoby się tam dostać - robiłam wszystko co w mojej mocy i co? Przyjęli mnie! (huhuhu! Przeżywałam cały czwartek jak się o tym dowiedziałam :D )
Tak wiec wiara w siebie jest czymś niezmiernie ważnym. Nie zapominajcie o tym. Kolejnym moim małym sukcesem jest wiara w tego bloga, coś się na nim dzieje. Dla 'starych wyjadaczek' to jest pewnie PIKUŚ, ale dla mnie jest to coś bardzo ważnego. Każdy wasz komentarz, każda opinia powoduje, że wierzę w tego bloga jeszcze bardziej. Wierzę, że dzięki Wam powstanie tutaj kiedyś coś baaardzo fajnego.
Mimo wszystko nie potrafię zadowolić się tym co już osiągnęłam - fakt jestem z siebie dumna, o czym pisałam w drugiej notce, ale ambicja pcha mnie do przodu i ciągle chcę się rozwijać, iść dalej, stawiać sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Nawet jeżeli którejś z nich nie uda mi się przeskoczyć, to nadal będę miała do czego dążyć. :)
A Wy? Jak często stawiacie przed sobą konkretne cele do których dążycie? Jakie postanowienie realizujecie obecnie? A może jakie udało Wam się zrealizować ostatnio? Ja podzieliłam się z Wami kilkoma moimi sukcesami i jestem bardzo ciekawa Waszych! Może do czegoś mnie zainspirujecie? :)
Pozdrawiam!!!

piątek, 10 stycznia 2014

3. Chwile ulotne.

Wieczór, moja sypialnia, zgaszone światło, przecudny blask lampek choinkowych zawieszonych na ścianie i tysiące myśli biegnących przed siebie... A do tego ogromny kłopot z napisaniem czegoś sensownego.
Na początku podzielę się z Wami moją radością związaną z blogiem, a mianowicie z liczbą odwiedzin, a o komentarzach już nie wspomnę. Nie spodziewałam się takiej ilości i to praktycznie na samym początku mojej drogi. Bardzo Wam dziękuję, że dajecie mi radość i poczucie choćby najdrobniejszego sukcesu. Ostatnimi czasy nauczyłam się cieszyć z małych, na pozór zwyczajnych rzeczy. Cieszę się, że dobrze rozwiązałam zadanie na zajęciach, z zakupów z mamą czy choćby z tego, że mój szampon do włosów był w promocji. :D Niby 'pierdołki', ale czuję się przez to tak jakoś lekko. Mimo iż coś mnie przytłacza. Znów mam gonitwę myśli. Jest piątek, a ja leże w łóżku z laptopem na kolanach i wyrzucam z siebie swoje myśli. "W wieczory jak te mógłbym pisać listy, mógłbym pisać wiersze, mógłbym być na mieście..."* . A Wy jak spędzacie najchętniej piątki czy całe weekendy? Kiedyś nie wyobrażałam sobie weekendu bez wyjścia ze znajomymi. Zwłaszcza będąc w wieku under 18. Grupa małolatów podjarana życiem, pijąca alkohol z drugiej ręki na nieczynnym dworcu PKP. Niby nic mądrego, ale wspominam to z uśmiechem na twarzy. Nie żałuję żadnej z tych chwil i cieszę się, że było tak a nie inaczej. Mam co wspominać, może za czym tęsknić. Trochę szkoda, że te chwile już nie wrócą. Na bieżąco nie doceniamy magii chwil obecnych. Przecież kilka lat temu nie zastanawiałam się nad tym, jak to super jest wyjść z paczką wieczorem i robić te wszystkie 'głupie' rzeczy (nie oszukujmy się, gdy przypominam sobie niektóre z 'wybryków' to tylko cieszę się z tego, że jeszcze żyję, ale człowiek im jest młodszy, tym odważniejszy. Dopiero po czasie uświadamiamy sobie jak nieodpowiedzialnie się zachowywaliśmy. Mimo tego NIE ŻAŁUJĘ.). Dopiero po czasie tęsknie za tą "młodością". A w wieku 14-15 lat? Każdy pewnie marzył o tym, żeby mieć już te 18 lat. Teraz weekendy spędzam w domu. Sama, albo z Nim. Dobrze mi tak, nie chce mi się nigdzie iść. W sumie chyba nawet nie mam do kogo. Czuję taką stabilizację i poczucie tego, że cokolwiek by się działo, to przyjdzie ten weekend i będę u siebie bezpieczna. Chyba się starzeję :D . Zastanawiam się jeszcze czy za kilka lat będę z utęsknieniem wspominać czas i miejsce w którym jestem teraz. Na pewno. Czas tak szybko ucieka, a my nie doceniamy tego co dzieje się tu i teraz. Przyznam się sama, że bardzo rzadko zdarza mi się usiąść i zachwycić pięknem chwili obecnej. Ale w dzisiejszym zabieganym świecie zapewne mało kto kontempluje piękno chwil. Dlatego też postanowiłam cieszyć się z każdej wcześniej wspomnianej pierdołki - to mój sposób na docenienie TU I TERAZ. :)
A Wy? Cieszycie się każdą chwilą obecną czy tak jak ja, większość z nich doceniacie dopiero z perspektywy czasu?

___________________________________
happysad - undone *

wtorek, 7 stycznia 2014

2. Być dumnym z siebie.

Włóczę się z kąta w kąt po mieszkaniu. Z pokoju do łazienki, z łazienki do kuchni, z kuchni do pokoju i tak w kółko. Pół dnia biję się z brakiem weny. W końcu przyszła. Na nic konstruktywnego nie mam ochoty. A wiem, że powinnam coś zrobić, bo przed sesją potem będę uczyć się 3873 rzeczy jednocześnie... Ale chyba to lubię. Lubię mieć zapieprz, najlepiej taki, że nie wiem w co ręce włożyć. Jestem wykończona, śpię minimalną liczbę godzin, ale wiem, że coś robię, do czegoś dążę i są efekty. Właśnie i ta satysfakcja gdy są efekty mojej pracy, nieprzespanych nocy, tysiąca litrów wypitej kawy zamiast snu.
Trochę obawiam się, że gdy skończę studia to wpadnę w jakąś nudną monotonię. A może już wpadłam? W monotonie dawania z siebie na maxa. Nic nie poradzę, że KOCHAM być najlepsza. UWIELBIAM gdy ktoś to zauważa. A NIENAWIDZĘ być w cieniu. "Pierwszą z brzegu, obojętnie którą w szaroburym szeregu, jedną z wielu" * - nienawidzę.
Mimo wszystko nie muszę jednak afiszować się ze wszystkim. Wystarczy mi, że grono mi najbliższe wie co i jak. A już najszczęśliwsza na świecie jestem gdy ON powie mi, że jest dumny ze mnie.
A Wy? Jesteście z siebie dumni? Z czegoś szczególnie?
I jeszcze jedno. Wracałam dziś z uczelni, trasa codzienna => tramwaj => autobus. Wokół pełno szarych zamyślonych i zdawałoby się, smutnych ludzi. Gdy wysiadłam z autobusu minęła mnie na chodniku uśmiechnięta staruszka, uśmiechała się do każdego, kogo mijała po drodze. Od razu jakoś tak milej i cieplej się zrobiło na sercu. Zadałam sobie wtedy pytanie - dlaczego ja nie mijam innych z uśmiechem na twarzy? Dzień był udany, więc dlaczego nie? To nic nie kosztuje, a może komuś innemu, też "ocieplimy" ten zimowy dzień? :)


_________________________________
*happysad - IQ

niedziela, 5 stycznia 2014

Początki są trudne.

Witam. Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że nie będzie to kolejny blog o modzie. Chociaż przyznam, że przeszło mi to przez myśl. Jednak stwierdziłam, że nie dam rady. Nie będę miała siły przebicia. - mała wiara w siebie? W tej kwestii - niestety tak. Po drugie jakoś nie lubię pokazywać swoich zdjęć. Jestem zbyt krytyczna wobec siebie, swojego wyglądu. Jeżeli już zdarzy mi się zrobić sobie ileś tam zdjęć, to na końcu pewnie spodoba mi się MAXYMALNIE jedno. No i tak w ogóle, chciałabym być tutaj anonimowa. Nie chcę się przedstawiać, podawać profilu na fb i afiszować się ze swoim blogowaniem. Po prostu potrzebuję miejsca, żeby napisać rzeczy, których nie potrafię powiedzieć nikomu z otaczających mnie osób. W końcu "nieznajomy nie może być gorszy od znajomych". :)
Będę więc pisać tutaj to o czym myślę, o tym co nie daje mi spokoju. No i mam nadzieję, że ktoś to przeczyta...
Kiedyś pisałam opowiadanie na blogu. Przyznam, że odniosłam tym większy sukces niż myślałam. Z tego jestem dumna. Może do tego wrócę. Może. Później.
To tyle tytułem wstępu. Jeżeli ktoś to przeczytał - szczerze dziękuję. :)