wtorek, 19 września 2017

273. Sierpniowe denko bez dna - część pierwsza.

Witajcie kochani! Co tam u Was? Wszyscy zdrowi? ^^ Ja prawie tydzień męczyłam się z przeziębieniem, aż w końcu wylądowałam na zwolnieniu powalona kaszlem i zdartym gardłem. Pomijając fakt, iż antybiotyk bardziej mi zaszkodził niż pomógł, to jakoś doszłam do siebie i czuję się całkiem nieźle, chociaż zdarzy mi się zakaszleć od czasu do czasu. 
W weekend, mimo, iż dopiero co podnosiłam się z objęć choroby, udało się nam z B. rozwieźć większość zaproszeń dla rodziny. Reszta poszła pocztą, czekam jeszcze na kilka adresów by wysłać zawiadomienia do znajomych. Także nawet w chorobie się nie poddałam i cały czas robiłam coś w kierunku naszego wesela. ^^
Teraz jednak zapraszam Was na przegląd sierpniowych denek, które ze względu na ilość podzieliłam na dwie części - co byście mi nie zasnęli nad nimi. ;)

niedziela, 10 września 2017

272. Ślub w sześć miesięcy, część druga - kościół.

Witajcie kochani. Znów miałam zamiar napisać do Was wcześniej, jednak mam ostatnio tyle rzeczy na głowie, że najzwyczajniej w świecie się nie wyrobiłam. Dodatkowo złapało mnie przeziębienie, więc od środy nie myślałam o niczym innym jak tylko moje cieplutkie łóżeczko. Dziś jednak po ogarnięciu lekcji tańca, zaproszeń, wizycie u ortodonty, zakupach ślubno-codziennych i skręceniu szafy z IKEI znalazłam w końcu czas by napisać. :)
Dziś mam dla Was drugą część moich ślubnych przygotowań - tym razem na tapetę idzie kościół. ^^

niedziela, 3 września 2017

271. O sierpniu, który zaprowadził mnie na dwa krańce... Polski.

Witajcie kochani. Mamy wrzesień, dzieciaki i młodzież w wieku szkolnym rozpaczają, studenci cwaniakują i cieszą się, że mają jeszcze miesiąc, a mi pierwszy raz w życiu jest wszystko jedno. Skończyłam studia, nie mam zamiaru rozpoczynać kolejnych, co równa się wolnym weekendom do końca życia. <3 Wczoraj sprzątnęłam nawet notatki, które magazynowałam przez 5 lat - nie wiadomo po co. 
Dziś mam dla Was podsumowanie sierpnia - nie pamiętam kiedy ostatnio podsumowanie minionego miesiąca ukazało się tak szybko. :D Czyżby to dobra blogowa wróżba na wrzesień? Mam nadzieję, że tak. :)

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

270. Lipcowe denko

Witajcie kochani. Wróciłam z nad morza i niestety mój urlop - jak wszystko co dobre, dobiegł końca. Dziś dzielnie przebrnęłam przez pierwszy dzień w pracy i wcale nie było aż tak tragicznie. Jednak z decydowanie wolę wolne dni. :P
Miniony urlop był na prawdę genialny, pozwolił mi chociaż na chwilę oderwać się dosłownie od wszystkiego co zaprząta mi głowę.
Co do ślubu - ogarniamy resztki drobnych spraw, a mnie na bieżąco dopadają ataki paniki czy aby na pewno wszystko ogarniemy. W końcu zostały nieco ponad 2 miesiące... Chociaż wewnętrznie wiem, że nawet jeśli mielibyśmy stać na głowie, to sobie poradzimy, to jakoś ten stres nie daje za wygraną.
Tak więc żeby oderwać się od tego ślubnego zamieszania, zapraszam Was na rozluźniające, lipcowe denko - bo cóż może nas bardziej odprężyć niż spora dawka kosmetyków? ^^

sobota, 19 sierpnia 2017

269. Ślub w 6 miesięcy, część pierwsza - sala, kamerzysta, fotograf i zespół.

Witajcie kochani! Wróciłam z naszych pięknych Tatr w jednym kawałku, więc możecie być ze mnie dumni. :D Tym razem zdobyłam Giewont, który tak bardzo mnie przerażał - generalnie najbardziej bałam się słowa ŁAŃCUCHY, jednak jak się okazało, nie taki diabeł straszny. Aż dostałam chętkę na małą powtórkę. ^^ Kolejnym szczytem była Kopa Kondracka, która jest jak na razie moim najwyższym szczytem  - 2005 m. n.p.m., kolejny raz wdrapałam się również na Kasprowy. Po drodze podziwiałam widoki, które z pewnością bardzo długo zostaną w mojej pamięci. Są one najpiękniejszą nagrodą za cały ten wysiłek i litry potu wylane podczas chodzenia po górach. To taki telegraficzny skrót na temat tego, co robiłam podczas pierwszej części mojego urlopu. :)
Jednak nie o górach miałam dziś pisać. Z pewnością bardziej w tym temacie rozpiszę się podczas podsumowania miesiąca - chyba że będziecie chcieli na ten temat osobny wpis, dajcie po prostu znać w komentarzach, a z pewnością coś da się zrobić. :) Na dziś obiecałam Wam w końcu jakiś wpis w kontekście mojego ślubu i tych całych przygotowań. Postanowiłam więc zacząć od początku - brawo ja i tą ścieżką pokazywać Wam, co załatwiałam po kolei. Zapraszam więc Was do lektury, co w moim przypadku poszło na pierwszy ogień. :)

środa, 9 sierpnia 2017

268. Nadmorski lipiec.

Witajcie kochani! Jejku! Prawię się doczekałam! Jeszcze dwa dni i rozpoczynam urlop, jeszcze cztery i wyjeżdżam w góry. Mimo ogromnego zmęczenia, które ogarnia mnie już od dłuższego czasu na samą myśl o górach, o tym zmęczeniu wędrówkami odczuwam ekscytację i jakiś niewytłumaczalny przypływ energii. Wreszcie zostawię za sobą i to na całe dwa tygodnie te wszystkie papiery, telefony, maile. Wreszcie moim jedynym problemem będzie "jak zejść z tej skały, a jak się na tą wdrapać?". Coś wspaniałego! Byleby tylko nie padało przez cały tydzień, chociaż co by nie było, już teraz wiem, że na pewno wypocznę. :)
Tymczasem zastanawiałam się z jakim postem wyjść do Was tym razem. Wahałam się pomiędzy pierwszą częścią ślubnych przygotowań - co wiem, że z pewnością by Was zaciekawiło, a lipcowymi wspominkami. Uznałam że podstawię na drugą opcję, ponieważ, gdy jestem zmęczona, nie chce mi się nawet myśleć o tych wszystkich formalnościach, a tak byle jak nie chciałabym o tym pisać. Dziś więc coś lekkiego dla mnie - a Wam obiecuję, że już w kolejnym poście napiszę coś więcej o ślubie i całym tym zamieszaniu. :)

poniedziałek, 31 lipca 2017

267. Denny, czerwcowy kwartet.

Witajcie kochani! Mały kroczkami staram się powracać do Was częściej, jednak ciągle coś skutecznie odciąga nie nie tyle co od samego bloga, ale całkowicie od komputera.
W piątek nareszcie wróciłam do domu i zabrałam się za wielkie porządki. Ogarnęłam wszystko - cały ten burdellos, który sukcesywnie powstawał w moich pokojach przez wszystkie miesiące kiedy to nie miałam czasu sprzątać, bo musiałam się uczyć. Całe szczęście te czasy już za mną i nie mam odpowiedniej wymówki by w moich pokojach panował bałagan.
W sobotę miałam urodziny i od samego rana zaszczycali mnie swoją obecnością goście (którzy byli punktem zapalnym w podjęciu decyzji, że jednak wypada posprzątać) - znów nie było mowy o pisaniu.
Niedziela obdarowała mnie pięknym słońcem, którego znów nie mogłam nie wykorzystać i tak cały dzień spędziłam naprzemiennie na kocu i w basenie. ^^
Tak więc jestem dziś, jestem teraz - bo słońce się schowało i nareszcie publikuję ten wpis. Na dziś przygotowałam dla Was denko, które po na prawdę obfitym kwietniu i myślę, że całkiem niezłym maju, podobnie jak rok wcześniej świeci pustkami. :P Przynajmniej nie zaśniecie nad przydługawą lekturą, bo w dzisiejszym poście jedynie cztery kosmetyki. ;)
Zapraszam do czytania.